Gwiazdka ze snu

Gwiazdka ze snu

Święta były typowe, jak w milionach domów. W Wigilię był na stole karp w galarecie, pierogi z grzybami, barszcz i kutia. A specjalnie dla Lei pojawiły się z tej okazji nie tylko »wyroby czekoladopodobne« (czyli namiastka czekolady), lecz i kawałek najprawdziwszej chałwy. Pod choinką rozpakowali paczkę od rodziny z Niemiec ze słabo dostępnymi w Polsce cymesami: T-shirtami, kosmetykami, zachodnimi płytami winylowymi, kasetami, żyletkami” – str. 38 „Czasu mocy”.
 

Ależ męczące są te przedświąteczne zakupy w centrach handlowych. Ludzie niemal się tratują, żeby szybciej dostać się do kasy z naręczem prezentów (w większości, jak się okaże za parę tygodni, i tak nieudanych). Chociaż może lepiej nie narzekać. Kiedyś trzeba było stać w ośmiogodzinnej kolejce po karpia. Dzieci z karteczkami z listą zakupów zajmowały miejsce w jednym ogonku, podczas gdy rodzice przepychali się w drugim miejscu. Brrr…
Zastanawiam się, czy oglądając dziś Dziennik Telewizyjny z lat osiemdziesiątych – tak propagandowy, że aż zabawny – łatwiej zapomnieć o tej PRL-owskiej patologii, czy wręcz przeciwnie? Przecież przed świętami Bożego Narodzenia sklepy były zaopatrzone lepiej niż kiedykolwiek! Nie przypominacie sobie? No to zerknijcie na materiał filmowy z 21 grudnia 1984 roku. Patrzcie: dojechały śledzie, cytrusy, przyprawy. Mięsa, choć reglamentowanego, są tam najrozmaitsze rodzaje. Na sfilmowanym targowisku można kupić indyka za 8,5 tysiąca złotych. A do tego wszystkiego piekarnie przygotowały „chleb o przedłużonej trwałości”. Żyć nie umierać.
A jednak łza się w oku kręci. Bo największą atrakcją świąt w latach 80. była wspólna zabawa. Wspólne odwijanie cukierków wiszących na choince, granie godzinami w mało efektowne planszówki i marzenie, że kiedyś to dopiero będzie nas stać na cuda. Czy to „kiedyś” mamy teraz? Brrr…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.