Koncertowe szaleństwo lat osiemdziesiątych

Koncertowe szaleństwo lat osiemdziesiątych

„Hansolo pojechał z rewizytą do Katowic, jednak szybko wrócił, bo od tamtejszego powietrza dostał jakiegoś alergicznego kaszlu. Zdążył tylko dowiedzieć się od kuzyna, że ten zmienił muzyczne zainteresowania (zamiast słuchać »Daj mi tę noc« i »Diamentowego kolczyka« radził wybrać się na koncert Depeche Mode)” – str. 66 „Czasu mocy”.

Na początku lat 80. w wymęczonej stanem wojennym Polsce każdy występ zespołu z Zachodu był niebywałym świętem. Nawet, jeśli nie chodziło o wykonawców pierwszoligowych, mogli liczyć na tłumy widzów – tak było chociażby z koncertami hardrockowej grupy Budgie czy punkujących UK Subs. Fani wspominają do dziś nie tylko, co i jak grały zespoły, ale także jak ciężko było się na nie dostać.
„Na tym koncercie miałem fart życia, bo wszedłem na niego z biletem na Ewę Bem” – opisywał występ UK Subs jeden z forumowiczów na historycy.org – „Dla niezorientowanych wyjaśniam: bilety rozprowadzał SPATiF (Stowarzyszenie Polskich Artystów Teatru i Filmu); te na koncert oficjalnie kosztowały 450 zł, a na wolnym rynku i 2 tysie, ale były dokładnie takie same, jak i na inne koncerty. Gdy zjawiłem się w kasie SPATiF, biletów na mój koncert już nie było, ale w tym samym dniu był koncert Ewy Bem i postanowiłem nabyć w takim razie bilet na jej koncert (50 zł) i spróbować wejść na niego. I udało się, bilet taki sam, data się zgadzała, a trzymałem go tak, że kontrolujący zobaczył datę i cenę 50 zł, co uznał za końcówkę ceny 450”.
Swoje wielkie chwile mieli też fani muzyki elektronicznej. Jeszcze przed ogłoszeniem stanu wojennego, w 1981 r. jeździła z koncertami po Polsce legendarna już grupa Kraftwerk, grając aż w siedmiu miastach.

„Ich występy zwróciły nawet uwagę sowieckiego KGB. Obawiano się bowiem, że elektroniczny sprzęt grupy może przypadkowo… uaktywnić zapalniki sowieckich rakiet porozmieszczanych w Polsce”pisał po latach Paweł Gzyl, dziennikarz muzyczny.
 
W 1983 r. PRL odwiedzili też giganci zachodnioniemieckiego elektronicznego rocka: najpierw słynny Klaus Schulze, a następnie zespół, w którym zaczynał – Tangerine Dream.

„Pamiętam siarczyste mrozy jakie panowały wtedy w stolicy i długie kolejki po bilety. Zimowe spotkanie 10 grudnia 1983 r. na hali warszawskiego Torwaru z zespołem warte było jednak zniesienia wszelakich niedogodności”wspominał pewien fan, który przed koncertem zwiedził stolicę i zdążył jeszcze kupić magnetofon, a potem targał nieporęczny sprzęt ze sobą po hali.
 
W latach 1983 i 1984 koncertowała także w PRL brytyjska grupa Classix Nouveaux, przedstawicielka popularnego wówczas nurtu new romantic.
„Zespół znany praktycznie tylko z przeboju Never never comes, potrafił przyciągnąć wszystkich tych, którzy spragnieni byli koncertów zachodnich wykonawców, do niewielkiej Hali Gwardii, niekoniecznie przystosowanej do tego typu imprez” – opowiadał mi uczestnik koncertu z 1984 roku, ps. Grenouille. – „Dodam, że to nie był jakiś mój specjalnie ulubiony rodzaj muzyki. Po prostu utwory wpadające w ucho i przyjemne. Było strasznie gorąco i duszno, nagłośnienie nieciekawe, ale i tak najważniejsza była sama obecność i możliwość zaimponowania znajomym, że widziało się Sala Solo na żywo. A to liczyło się dla tych, którzy regularnie słuchali Trójki, a w szczególności Listy Przebojów Programu III. Zakup biletu też nie był prosty, bo trzeba było liczyć na kogoś znajomego z Warszawy, bądź kogoś, kto jechał na zakupy do stolicy. Ja miałem szczęście, bo starszy brat jednego z kolegów z klasy bywał w Warszawie i w tego typu sytuacjach można było na niego liczyć. Samo dostanie się do wnętrza Hali Gwardii okazało się drogą przez mękę, bo brakło organizacji i odnosiło się wrażenie, że wpuszczanie posiadaczy biletów odbywa się bez żadnego tołku”.
Występ Classix Nouveaux znalazł się nawet w polskim filmie „To tylko rock” z 1984 roku, który – nie licząc rockowych występów – okazał się straszliwym gniotem.
 

Żaden z tych koncertów nie obrósł jednak takimi legendami jak występ Depeche Mode 30 lipca 1985 roku na warszawskim Torwarze.
„To było wydarzenie! Pamiętam gorące przygotowania, układanie włosów dobieranie koszulki i tani alkohol. W tamtych czasach, mając 17 lat, byłem zakochany w DM po uszy. Zresztą zdążyłem zarazić tym całe podwórko (no! prawie całe). Było nas 12 świetnych chłopaków, tworzyliśmy zgraną paczkę”opisywał w fan-zinie jeden z wielbicieli DM – „Z całego podwórka na bilety stać było tylko 6 osób wiec reszta musiała liczyć na szczęście, aby (przed koncertem próbując przekupić ówczesną Milicję Obywatelską), wejść na krzywy ryj. Do tej reszty zaliczałem się ja”.
Fanowi, który narażając się na szyderstwa szarych przechodniów, nierozumiejących subkultury „depeszów” i ich dosyć wówczas ekscentrycznych strojów, udało się. Niestety, na krótko: milicjanci wyrzucili go z fantastycznego koncertu.
 

Jednakże los był łaskawy – siedemnastolatek spotkał członków ukochanego zespołu wieczorem po koncercie, w klubie Park, przypadkowo!
 
Sprawcami takiej przypadkowej radości stała się też grająca zupełnie inny rodzaj muzyki, heavymetalowa grupa Iron Maiden. Po swoim występie w 1984 r. w poznańskiej hali Arena muzycy poszli zabawić się do restauracji Adria, nieopodal hotelu Merkury, w którym ich zakwaterowano. W sali trwało akurat wesele. Iron Maiden postanowili się przyłączyć, zastępując na kilka piosenek zespół weselny. Zagrali m.in. Smoke on the Water Deep Purple. Całe szczęście ktoś to zarejestrował, a i sam zespół rozpowszechniał nagranie z tego niezwykłego epizodu. Inaczej nikt by nie uwierzył!
 

Dodajmy, że oprócz takich nieoczekiwanych występów, zdarzały się koncerty nieoczekiwanie odwołane. Jedna z takich wpadek – niedoszły koncert grupy Budgie na stadionie w Białymstoku w 1982 roku – zakończyła się starciami fanów z milicją. Było rzucanie wyzwiskami i butelkami. Spontaniczny protest przeciw niepoważnemu traktowaniu publiczności zamienił się w burdę z politycznym podtekstem. Trudno się zresztą dziwić, biorąc pod uwagę nastawienie władz, które mówiły potem, że fani Budgie to tylko „stado niezdolnych do samokontroli wyjących szczeniąt”. Parę lat później między innymi takie „stada” zmieniły historię i zakończyły żywot Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.