Świątynia Diego Maradony

Świątynia Diego Maradony

„W czerwcu polscy piłkarze dostali łupnia na mistrzostwach świata w Meksyku. Tylko koncertowa gra Argentyny pod wodzą genialnego Diego Maradony umiliła czternastoletniemu kibicowi porażkę narodowej reprezentacji” – str. 283 „Czasu mocy”

Coraz bardziej korpulentny i obwieszony złotem Diego Maradona ledwo przypomina dziś piłkarza, który w 1986 roku był na ustach całego świata. Po tym, jak strzelił dwa gole Anglikom – jednego ręką, a drugiego po najwspanialszej akcji w historii MŚ – został wtedy legendą. W ojczystym kraju, upokorzonym przegraną z Wielką Brytanią wojną o Falklandy, uznano go za bohatera. W Anglii stał się wrogiem numer jeden. A po kolejnych wygranych meczach na mundialu i zdobyciu upragnionej Złotej Nike, osiągnął status światowej supergwiazdy.

Dziś wspomnieniem po tamtych czasach jest Iglesia Maradoniana. To postmodernistyczny związek wyznaniowy przypominający Kościół Latającego Potwora Spaghetti. Iglesia Maradoniana utworzyli w latach 90. fani „boskiego Diego” urzeczeni cudowną grą Argentyńczyka, jego „ręką Boga”, którą pokonał Anglików, oraz wszystkimi innymi magicznymi chwilami, jakie zapewnił fanom futbolu. Siedzibą owego Kościoła Maradony jest argentyńskie Rosario.

Nie trzeba jednak jechać aż do Ameryki Południowej, aby zapoznać się z tym fenomenem. Wystarczy odwiedzić Neapol! To w tamtejszym klubie grał Maradona w latach 1984–1991, po przejściu z FC Barcelona. Kibice SSC Napoli pielęgnują o nim pamięć, co doskonale widać w pejzażu tego włoskiego miasta. Na graffiti i plakatach. Na witrynach sklepów. Są w Neapolu nawet kapliczki „boskiego Diego”. Szczególny przybytek stanowi Bar Nilo w centrum miasta. To niemal świątynia Argentyńczyka. Znajdziemy tam ołtarzyk (mieszający wpływy chrześcijańskie i maradoniańskie), archiwalne plakaty i gadżety z Maradoną. Są figurki i zabawki, jest nawet szopka!

W 2006 roku Maradona namaścił na swego następcę Lionela Messiego. Ten pochodzący właśnie z Rosario piłkarz, kolejna światowa supergwiazda, 24 czerwca skończył 31 lat. Młodszy już nie będzie, a brakuje mu prawdziwego sukcesu z narodową reprezentacją (finał z Niemcami na mundialu w 2014 roku Argentyńczycy przegrali po dogrywce). We wtorek 26 czerwca Messi stanie przed być może ostatnią szansą na pójście w ślady Maradony na mundialu. Czy modlitwy Argentyńczyków przyniosą skutek? Czy ich piłkarze wyjdą z grupy i odrodzą się niczym feniks z popiołów? Argentyńczycy gotowi są zobaczyć kolejną „rękę Boga”. Ale czy „boski Diego” nie był tylko jeden?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.